Sobotni wieczór, a ja w domu, to już chyba oznaki depresji;) Po kilkunasto piesięcznej przerwie przypomniałam sobie o tym blogu. Poczytałam notki i pierwsza myśl jaka mi do głowy przyszła, to to że mimo upływu czasu nie zmieniłam się zbytnio, nie wydoroślałam i tym bardziej nie zmądrzałam:) Dalej imprezuje, tyle że w nieco innym składzie- a szkoda. Niedawno „straciłam najlepszą przyjaciółkę. Podczas kilkudniowej biby nad jeziorkiem zwineła się bez słowa z jakimś facetem. Coś we mnie zagotowało i z dnia na dzień wyrzuciłam ze swojego życia osobe z którą spędziałam niemal każdy dzień od ponad 5 lat. Każdy weekend, każde wakacje naprawdę jest co wspominać. Chciałabym to jakoś odkręcić ale z drugiej strony moje ego krzyczy że to w końcu ona zawaliła. Po czterech dniach od tego zdarzenia wyslała żałosnego sms typu”wiem że Cię zawiodłam-jakby nie stać ją było na kilka minut rozmowy, coś głevbszego. Echhh… Prawda jest taka że brakuje mi jej. Nie rozmawiamy od 2 miesięcy. Teraz się zastanawiam czy to naprawde była przyjaźń skoro tak łatwo zerwałyśmy kontakt. Nie potrafie schować dumy do kieszeni i zadzwonić, poprostu nie mogę. Ona też tego nie zrobi, zbyt dobrze ją znam. W ramach pokuty zaczełm diwtw. Musze zlikwidować dręczące mnie kąpleksy. ileż można użalać się nad sobą?! Od kilku dni jem tylko śniadanie i stram się więcej ruszać. Dziś czuje się wypalona, chciałam mieć trochę czasu dla siebie i postanowiłam zostać w domu. Myśle że aromatyczna kąpiel i jakaś maseczka postawi mnie na nogi. Jutro grill, a za tydzien biba jakich mało. Brakuje mi tego, strej ekipy i powrotów o świcie- chyba się starzeje…